Jutro zapadnie wyrok w sprawie serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”

Jutro, 28 grudnia 2018 r. w Sądzie Okręgowym w Krakowie w Sali K 626 o godz. 10.30 zapadnie wyrok w procesie przeciwko producentom serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”. Proces wytoczył Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej oraz kpt. Zbigniew Radłowski, żołnierz AK oraz uczestnik m.in. Powstania Warszawskiego, więzień niemieckiego obozu Auschwitz, jeniec Stalagu X B Sandbostel, po wojnie skazany przez Sowietów za szpiegostwo.

Proces cywilny rozpoczął się 18 lipca 2016 roku. Przypominamy najważniejsze wydarzenia związane z tą sprawą:

Fabuła serialu

Fabuła serialu „Nasze Matki, Nasi ojcowie” oparta jest na przedstawieniu losów pięciorga dwudziestokilkuletnich mieszkańców Berlina w czasie II wojny światowej, a dokładnie w przeddzień ataku na Związek Sowiecki w czerwcu 1941 roku. Jednym z bohaterów grupy przyjaciół jest Niemiec żydowskiego pochodzenia Viktor. Jako Żyd zostaje wysłany transportem na teren Polski, do niemieckiego obozu zagłady Auschwitz. Ucieka jednak z transportu i przyłącza się do jednego z oddziałów Armii Krajowej. Bierze udział w licznych akcjach zbrojnych, jego towarzysze broni cenią go za jego odwagę. Kiedy jednak wychodzi na jaw, fakt, że jest Żydem, musi opuścić oddział ponieważ dominuje w nim – poczynając od dowództwa po szeregowych żołnierzy – jednoznacznie antysemickie nastawienie.

Wskazać należy, że cały serial w bardzo specyficzny, negatywny sposób pokazuje Armię Krajową i jej żołnierzy i to we wszystkich scenach, w których pojawia się „oddział AK” (od spotkania Victora z odziałem przez wszystkie akcje, w tym tę będącą punktem kulminacyjnym akcją na pociąg pełen osób w pasiakach, targi o żywność z chłopami, aż do wydalenia Victora z oddziału). Oddział pokazany jako część Armii Krajowej sprawia wrażenie bandy rabunkowej utworzonej z kryminalistów, poubieranych w półcywilne, półwojskowe niby-mundury. Wszyscy członkowie tego oddziału zieją nienawiścią do Żydów. Biorąc pod uwagę ich zachowanie, są oni po prostu grupą bandytów, zamaskowanych częściowo mundurami i noszonymi przez wszystkich „partyzantów” w filmie biało-czerwonych opasek z dużymi literami AK – jest to jakby podpis dla widza, co to za rodzaj bandytów (noszenie w taki sposób opasek w rzeczywistości historycznej nie miało miejsca, za wyjątkiem okresu Powstania Warszawskiego). „Partyzanci” w filmie nie przepuszczają żadnej okazji, żeby powiedzieć o Żydach coś złego, całkiem jakby ich życie pod okupacją niemiecką obracało się wyłącznie wokół tego zagadnienia. Wszystkie postaci przedstawiające Polaków są odrażającymi osobnikami, w żaden sposób nie mogącymi wzbudzić sympatii widza.

Kapitan Zbigniew Radłowski

Producentów serialu pozwał ponad 90-letni kapitan Armii Krajowej Zbigniew Radłowski, który mając 16 lat, w 1940 r. został z całą rodziną aresztowany przez gestapo (z powodu wpadki konspiracyjnej drukarni pisma „Walka”) i wywieziony w 1941 r. do obozu Auschwitz – Birkenau (numer obozowy 8258). W obozie zginęli mężowie sióstr matki, których gestapo aresztowało razem z nim. Z więzienia został zwolniony w rezultacie starań rodziny E. Wedla. Po powrocie z obozu do Warszawy podjął działalność konspiracyjną w ZWZ, a następnie walkę w batalionie Chrobry. W 1942 r. – na własną prośbę – przeszedł do 1. Szkolnej Kompanii Szturmowej CKM, IV Rejonu V Obwodu AK Warszawa – Śródmieście.
Siostra matki działała w organizacji Żegota, a on sam również uczestniczył w wielu akcjach ratowania i ukrywania osób o narodowości żydowskiej.

Po ukończeniu 11 listopada 1943 r. Szkoły Podoficerów Piechoty został awansowany do stopnia st. strzelca. Walczył podczas Powstania Warszawskiego na Mokotowie. Po kapitulacji powstania – jako jeniec wojenny – trafił do stalagu XB Sandbostel (zarejestrowany pod numerem 221371). Po wyzwoleniu obozu został żołnierzem WP we Włoszech, a później w II Korpusie Polskim wchodzącym w skład Armii Brytyjskiej. W grudniu 1945 r. przedostał się do Polski – zamieszkał w Krakowie. W 1951 r. został aresztowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, oskarżony o szpiegostwo i skazany na 12 lat więzienia. Podczas tzw. „gomułkowskiej odwilży” zmieniono mu kwalifikację ze szpiegostwa na udział „w organizacji”, zaś po amnestii w 1956 r. uwolniono.

Proces rozpoczęty 18.07.2016 jest zwieńczeniem wieloletnich wysiłków całego środowiska obrońców dobrego Imienia Polski.

Roszczenia żołnierzy AK

Żołnierze AK żądają od ZDF i Ufa Fiction umieszczenia przeprosin w TVP1 w czasie antenowym adekwatnym do czasu wyświetlania serialu i zobowiązania pozwanych do umieszczenia treści przeprosin na wszystkich kanałach telewizyjnych, w których serial był emitowany. Ponadto żołnierze AK żądają umieszczenia przeprosin na stronach internetowych www.zdf.de i http://www.ufa-fiction.de w widocznym miejscu przez okres 3 miesięcy, w terminie 7 dni od daty uprawomocnienia się wyroku. Dodatkowo strona powodowa domaga się kwoty 25.000 zł tytułem zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych na rzecz kpt Z. Radłowskiego.

Działania prawne przeciwko producentom prowadzi kancelaria Pasieka, Derlikowski, Brzozowska i Partnerzy z Krakowa. Reduta Dobrego Imienia monitoruje i wspiera proces.

Zeznania

Warto przypomnieć kluczowe fakty i zeznania towarzyszące procesowi. I tak pod koniec czerwca 2013 r. warszawska prokuratura rejonowa odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie publicznego znieważenia narodu polskiego w związku z emisją filmu w TVP. Prokuratura wskazywała, że takie przestępstwo można popełnić jedynie umyślnie, zaś z informacji TVP wynikało, że jej zamiarem było umożliwienie widzom wyrobienia sobie opinii o filmie, który był oceniany jako kontrowersyjny. Po złożeniu przez nas zażalenia podjęto postępowanie, jednak później je umorzono.

21 listopada 2016 r. zeznania w sprawie złożył prof. Bogdan Musiał, konsultant m.in. dokumentu, na podstawie którego miał powstać serial. W dokumencie, ani w serialu nie wzięto jednak pod uwagę uwag prof. Musiała, a jak zeznał, konsultantem dokumentu ostatecznie był specjalista z zupełnie innej dziedziny. Prof. Musiał twierdził: „AK przedstawiona jest w scenariuszu serialu Nasze Matki, nasi ojcowie jako banda rzezimieszków. Twórcy filmu upierali się przy rzekomym antysemityzmie Polaków.

Istotne wydarzenia miały miejsca podczas rozprawy z 17 stycznia 2018 r., kiedy to obrońcy ZDF bezskutecznie wnioskowali o wyłączenie z przesłuchania dr hab. Konrada Klejsy z Uniwersytetu Łódzkiego, polskiego biegłego z zakresu kinematografii, który przygotował dla sądu ekspertyzę filmu. Obrońcy niemieccy twierdzili, że polski ekspert nie będzie obiektywny w ocenie niemieckiego filmu historycznego. Sędzia oddalił ten wiosek podkreślając, że jest polskim sędzią, sprawa toczy się przed polskim sądem, a propozycja strony pozwanej jest próbą podważenia prawa polskich sądów do zajmowania się tego typu sprawami. Tym samym sędzia nie dopuścił do kwestionowania kryterium narodowości polskiej w opiniowaniu sprawy i ostatecznie dopuścił biegłego do udziału w rozprawie.

W ocenie filmoznawcy, który przez ponad cztery godziny zeznawał przed krakowskim sądem, film jednoznacznie ukazuje Polaków jako antysemitów, przypisując im współodpowiedzialność za Holokaust, a poszczególne sceny serialu sugerują, że Polacy aktywnie uczestniczyli w zabijaniu Żydów. Biegły wskazał na celowe zabiegi montażowe np. bezpośrednio po sobie następujące sceny – oczekiwanie na wyrok Gestapo i chwilę później oczekiwania na wyrok AK. Wskazał także, że scena zamykania więźniów ubranych w pasiaki w wagonie jest relatywizowaniem i przypisaniem Polakom współodpowiedzialności za zbrodnie niemieckie podczas II wojny światowej. Ma także wskazać na powszechne zachowania antysemickie w szeregach AK. Zdaniem biegłego o nastawieniu antysemickim AK świadczy także scena wykluczenia z oddziału osoby o narodowości żydowskiej ze względu na jej pochodzenie. Obrońcy ZDF byli przeciwnego zdania podkreślając, że wykluczenie ze względu na narodowość, w sytuacji kiedy taka osoba nie została pozbawiona życia i mogła opuścić oddział, nie jest zachowaniem antysemickim.

W ocenie biegłego serial miał i ma wpływ na kształtowanie wiedzy historycznej.

Przypominamy również o zeznaniach, jakie złożył emerytowany prof. Julius Schoeps, wówczas pracownik Centrum Studiów Europejsko-Żydowskich w Poczdamie. Zeznania zostały nagle przerwane, a obrońcy wnioskowali o odrzucenie protokołu z przesłuchania. Świadek zeznał, że wydał opinię dotyczącą scenariusza. W filmie następowały zmiany, których on nie konsultował. Tak więc np. nie został poinformowany, że w scenach przedstawiających żołnierzy Armii Krajowej na ramionach polskich żołnierzy zostaną użyte biało-czerwone opaski. Zdaniem świadka sprawa opasek nie jest kluczowa dla filmu, jednak dopytywany przez sędziego, przyznał, że nie sprawdzał tego zagadnienia w literaturze przedmiotu, tak więc nie wie czy taki zabieg był uzasadniony.

Prof. Julius Schoeps uważał, że w filmie „Nasze matki, nasi ojcowie” nie ma oskarżeń o współudział Polaków w Holokauście, ale są pokazane pewne antysemickie zachowania. Profesor podkreślił, że studiował literaturę przedmiotu, a na Polaków w czasie II wojny światowej patrzy z perspektywy żydowskiej. W swoich zeznaniach powoływał się na prace Einsteina Rubena, które posłużyły jako podstawa scenariusza. Einstein Ruben znany jest ze swoich antypolskich poglądów i przypisywania Polakom skrajnego antysemityzmu. Schoeps przyznał, że w filmie mogło dojść do błędów historycznych, ale nie mogą one mieć większego znaczenia, ponieważ jest to film fabularny a nie dokumentalny. W trakcie przesłuchania, na wniosek strony niemieckiej, zeznania zostały nagle przerwane. Obrońca niemiecki, Piotr Niezgódka, zgłosił zastrzeżenia do tłumaczenia. Sędzia w związku z tym wprowadził przerwę i poprosił o nagrywanie wideo zeznań historyka. Jest to częsta praktyka stosowana w polskich sądach. Po przerwie, gdy sprzęt został przygotowany, świadek nagle odmówił składania dalszych zeznań, nie pożegnał się z sędzią polskim i wraz z niemieckim sędzią wyszedł z sali, w której prowadzona była wideokonferencja. Obrońcy niemieccy tłumaczyli, że w prawie niemieckim nie ma zgody na nagrywanie zeznań świadków. W związku z błędnym tłumaczeniem, wnioskowali o odrzucenie protokołu z przesłuchania.

Rozprawie, która odbyła się 17 kwietnia 2018 r. również należy przypisać istotne znaczenie. W formie wideokonferencji nieoczekiwanie (o zmianie osób przesłuchiwanych strona niemiecka nie poinformowała polskiego sędziego) zeznawał prezes UFA Fiction Benjamin Benedict. Według świadka, centralnym elementem filmu jest pokazanie winy Niemców za II wojnę światową. Film skierowany został do niemieckiego widza, miał być inspiracją do dyskusji w rodzinach niemieckich o II wojnie światowej, ponieważ naoczni świadkowie odchodzą. Jego zdaniem zbrodnie niemieckie zostały ukazane jak nigdy wcześniej. W opinii zeznającego producenta ten film nie różni się od innych filmów fabularnych. Częstą praktyką jest, że materiały archiwalne są tłem, zaś w szczegółach film jest fikcją, a postacie ukazane są w sposób niejednoznaczny. Tak było w tym przypadku. Dodał, że w filmie reżyserzy wykorzystali wolność artystyczną, która wywołała krytykę i debatę. Świadek wie, że główna krytyka filmu dotyczyła polskiego antysemityzmu. Podkreślił, że ma ogromy szacunek dla Żołnierzy Armii Krajowej, a centralnym punktem wątku polskiego jest scena uwolnienia Żydów z pociągu przez partyzantów AK. Zaznaczył, że w tym filmie reżyserzy i producenci nie chcieli sportretować jakiejkolwiek grupy. Opaski z napisem AK pojawiły się po konsultacji kostiumologa i reżysera. Jednak na pytanie o celowość umieszczenia opasek biało czerwonych na ramionach Żołnierzy AK nie potrafił odpowiedzieć – oświadczył, że nie rozumie pytania i prosi o doprecyzowanie. Producent dodał, że nie chcieli przedstawiać też grupy żołnierzy AK jako antysemitów. Owszem, dwóch żołnierzy AK prezentuje postawy antysemickie, te postacie pojawiły się na podstawie badań naukowych pracowników Centrum Badań nad Zagładą Żydów PAN w Warszawie.

Prowadzono konsultacje m.in. z prof. Engelking, dr Skibińską, prof. Libionką, prof. Grabowskim. W pracach nad filmem korzystano także z pamiętników żołnierzy niemieckich.

Oskarżyciel dopytywał o scenę, kiedy jeden z partyzantów zamyka wagon z więźniami żydowskimi. Prezes UFA Fiction odpowiadał wymijająco, że scena oparta jest na zasadach wolności artystycznej. Dodał także, że nie można przypisywać fikcyjnej jednostce konkretnych czynów. Z kolei na pytanie czy zna taki przypadek w historii, by żołnierze AK zamknęli wagon z Żydami, odpowiedział, że nie zna. Na koniec prokurator zadał pytanie, czy z perspektywy czasu prezes UFA Fiction Benjamin Benedict uważa, że umieszczenie opasek z napisem AK na ramionach żołnierzy było błędem i czy coś by zmienił w filmie, świadek zeznał, że film ukazuje AK w sposób różnorodny i nie wprowadzał by żadnych zmian. Prezes UFA Fiction nie widział możliwości ugody.

Na wniosek strony niemieckiej sędzia wprowadził zakaz rejestracji dźwięku i obrazu. Sąd zaproponował jeszcze jedno posiedzenie w formie wideokonferencji, podczas którego mieli być przesłuchiwani reżyser i kostiumolog. Termin przesłuchania nie został jednak precyzyjnie ustalony.

Z kolei 20 kwietnia 2018 r. zeznawał przedstawiciel ŚZŻAK. Tadeusz Filipkowski, który przyniósł ze sobą na rozprawę oryginalną swoją biało-czerwoną opaskę z czasów Powstania Warszawskiego z literami WP (Wojsko Polskie) i orłem w koronie. Świadek opowiadał o oburzeniu, jaki wywołał serial w samym Związku Żołnierzy AK, ale również o licznych telefonach i pytaniach np. „Czy naprawdę AK-owcy mordowali Żydów”, o listach które przychodziły z wnioskami o wytłumaczenie, jak zachowywała się AK podczas II wojny światowej. Filipkowski podkreślił, że sprawa przeciwko ZDF i UFA Fiction to walka sądowa o honor polskiego żołnierza Armii Krajowej. Dzisiejsza wiedza o AK, a także o zachowaniach żołnierzy AK nie pozwala na przypisanie im postaw antysemickich oraz współwiny za zbrodnie Holokaustu. Jest to nieprawdziwe i nieuczciwe wobec każdego byłego żołnierza AK. Tymczasem takie postawy polskich żołnierzy są sugerowane w serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”. Jego zdaniem, ten film zaprzepaścił także trwające wiele lat prace zbliżenia dwóch narodów. Film wybiela przedstawicieli społeczeństwa niemieckiego i oskarża społeczeństwo polskie, a zwłaszcza jego siłę zbrojną Armię Krajową. Tymczasem to była formacja wojskowa, do przesady przestrzegająca konwencji genewskiej – zeznał świadek. Jako szczególnie bulwersujące przykłady niezgodne z prawdą historyczną podał noszone w filmie przez partyzantów opaski z napisem AK oraz atak partyzantów na pociąg i zamknięcie wagonu z Żydami. AK nie zajmowała się zabijaniem Żydów, a pomocą na miarę swoich możliwości i sił, walcząc z antysemityzmem. To ewidentne kłamstwo i brak wiedzy historycznej, której zdaniem Powoda łatwo było uniknąć. W czasie wojny – jak zauważył świadek – obywatele żydowscy funkcjonowali w AK, przyjmowano Żydów, chroniono Żydów, było takich ludzi wielu w AK. Jego zdaniem sam film nie tylko narusza dobre imię poszczególnych żołnierzy AK, ale również samego Związku zrzeszającego byłych żołnierzy.

18 grudnia 2018 rok odbyła się ostatnia rozprawa, w trakcie której pojawił się kpt. Radłowski a strony wygłosiły mowy końcowe. Mec. Monika Brzozowska-Pasieka i Jerzy Pasieka podkreślali, że roszczenia kpt. Radłowskiego i Światowego Związku Żołnierzy AK są jak najbardziej zasadne i nie jest to kwestia wolności twórczej, ale postawienia tamy kłamstwu. Z kolei prokurator domagał się przeprosin i usunięcia z biało-czerwonych opasek napisu AK. Według pełnomocnika strony niemieckiej, strona powodowa przez 5 lat trwania procesu nie wskazała wartości i dóbr jakie zostały naruszone. Co więcej, według niego film ma olbrzymie znaczenie dla debaty toczącej się w Niemczech, ale także dla tej toczonej w Polsce, inspirowanej m.in. przez Centrum Badań nad Zagładą Żydów.

Strona niemiecka argumentowała, że powodem rozprawy jest po prostu przedstawienie AK pierwszy raz w innym świetle niż dotychczas i to w dodatku przez Niemców. Mimo to serial przedstawia heroizm żołnierzy AK wraz z wyjątkami zachowań niegodnych. Wniósł także o oddalenie całości powództwa i 6-krotną stawkę pokrycia kosztów sądowych.

Bez względu na wyrok, strona niezadowolona z rozstrzygnięcia będzie nadal walczyła w SN czy w Europejskim Trybunale Praw Człowieka.

Ostatnia rozprawa przeciwko producentom serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”

W Sądzie Okręgowym w Krakowie odbyła się dzisiaj ostatnia rozprawa przeciwko ZDF i UFA Fiction, producentom serialu “Nasze matki, nasi ojcowie”. Na rozprawie pojawił się ponad 90-letni kapitan Zbigniew Radłowski. Sędzia zapowiedział, że wyrok w sprawie zapadnie 28 grudnia. Podczas rozprawy strony wygłosiły mowy końcowe. Mec. Monika Pasieka-Brzozowska w swej mowie końcowej podkreśliła, że roszczenia kpt. Radłowskiego i Światowego Związku Żołnierzy AK są jak najbardziej zasadne i nie jest to kwestia wolności twórczej, ale postawienia tamy kłamstwu. Sam kapitan Radłowski zapowiedział natomiast, iż mowę końcową wygłosi po zapadnięciu wyroku 28 grudnia.

Podczas rozprawy prokurator domagał się przeprosin i usunięcia z biało-czerwonych opasek napisu AK. Według pełnomocnika strony niemieckiej, strona powodowa przez 5 lat trwania procesu nie wskazała wartości i dóbr jakie zostały naruszone. Co więcej, według niego film ma olbrzymie znaczenie dla debaty toczącej się w Niemczech, ale także dla tej toczonej w Polsce, inspirowanej m.in. przez Centrum Badań nad Zagładą Żydów.

Strona niemiecka argumentowała, że powodem rozprawy jest po prostu przedstawienie AK pierwszy raz w innym świetle niż dotychczas i to w dodatku przez Niemców. Mimo to serial przedstawia heroizm żołnierzy AK wraz z wyjątkami zachowań niegodnych. Wnosi także o oddalenie całości powództwa i 6-krotną stawkę pokrycia kosztów sądowych.

Przypomnijmy, że proces wytoczył Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej oraz kpt. Zbigniew Radłowski, żołnierz AK oraz uczestnik m.in. Powstania Warszawskiego, więzień niemieckiego obozu Auschwitz, jeniec Stalagu X B Sandbostel, po wojnie skazany przez Sowietów za szpiegostwo.

W serialu znalazły się między innymi sceny, które mają dowodzić, że Armia Krajowa rzekomo była współwinna zbrodni na osobach narodowości żydowskiej. Zdaniem dr hab. Konrada Klejsy z Uniwersytetu Łódzkiego, polskiego biegłego z zakresu kinematografii, który przygotował dla sądu ekspertyzę filmu, „Nasze matki, nasi ojcowie” jednoznacznie ukazuje Polaków jako antysemitów, przypisując im współodpowiedzialność za Holokaust, a poszczególne sceny serialu sugerują, że Polacy aktywnie uczestniczyli w zabijaniu Żydów. Biegły wskazał na celowe zabiegi montażowe np. bezpośrednio po sobie następujące sceny – oczekiwanie na wyrok Gestapo i chwilę później oczekiwania na wyrok AK. Wskazał także, że scena zamykania więźniów ubranych w pasiaki w wagonie jest relatywizowaniem i przypisaniem Polakom współodpowiedzialności za zbrodnie niemieckie podczas II wojny światowej. Ma także wskazać na powszechne zachowania antysemickie w szeregach AK.

Żołnierze AK żądają od ZDF i Ufa Fiction umieszczenia przeprosin w TVP1 w czasie antenowym adekwatnym do czasu wyświetlania serialu i zobowiązania pozwanych do umieszczenia treści przeprosin na wszystkich kanałach telewizyjnych, w których serial był emitowany. Ponadto żołnierze AK żądają umieszczenia przeprosin na stronach internetowych www.zdf.de i http://www.ufa-fiction.de w widocznym miejscu przez okres 3 miesięcy, w terminie 7 dni od daty uprawomocnienia się wyroku. Dodatkowo strona powodowa domaga się kwoty 25.000 zł tytułem zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych na rzecz kpt Z. Radłowskiego.

Działania prawne przeciwko producentom prowadzi kancelaria Pasieka, Derlikowski, Brzozowska i Partnerzy z Krakowa. Reduta Dobrego Imienia monitoruje i wspiera proces.

Antypolskie przekłamanie znika z brytyjskiego podręcznika

Informujemy, że po naszej interwencji znika antypolskie przekłamanie z brytyjskiego podręcznika „Life in the UK”. Wynikało z niego, że zarówno z państwa rosyjskiego jak i polskiego w latach 1870-1914 przed prześladowaniami uciekło do Wielkiej Brytanii około 120 000 Żydów. Książka ta, opublikowana przez wydawnictwo Coordination Group Publications Ltd jest zbiorem podstawowych informacji o historii, kulturze, polityce i zwyczajach Brytyjczyków. Przyswojenie sobie treści w niej zawartych jest niezbędne, by pomyślnie odpowiedzieć na pytania z egzaminu, którego zaliczenie jest warunkiem ubiegania się o brytyjskie obywatelstwo. Wydawnictwo poinformowało nas o tym, że tekst zamieszczony w podręczniku jest kopią innego, oficjalnego podręcznika Home Office.

Podręcznik zawiera pytania testowe, a wśród nich również następujące: „Z których dwóch państw przybyło około 120 000 Żydów do Wielkiej Brytanii w latach 1870-1914, aby uniknąć prześladowań?”

Odpowiadający ma do wyboru cztery odpowiedzi: Indie, Rosja, Polska, Niemcy

Widać, że mamy do czynienia z dużą manipulacją w pytaniu zawartym w podręczniku. W liście do wydawnictwa zwróciliśmy uwagę na absurdalność tezy, jaką można wysnuć na podstawie powyższego pytania, jakoby to Polska jako państwo odpowiadała w XIX wieku za prześladowania Żydów. Wskazaliśmy na podstawowe fakty, a mianowicie na to, iż po serii trzech rozbiorów (1772, 1793 i 1795), Polska przestała istnieć jako państwo w 1795 roku, a jej terytorium zostało zaanektowane przez Prusy, Austrię i Imperium Rosyjskie. Do momentu odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 r. rządy tych trzech państw były odpowiedzialne za politykę dotyczącą mniejszości narodowych, w tym Żydów zamieszkujących tereny dawnej Polski. Sugerowanie zatem, że Polska była antysemickim państwem w XIX wieku, stanowi poważny błąd historyczny.

W wyniku naszych działań wydawnictwo przyznało się do błędu. Twórcy przewodnika zobligowali się do końca stycznia 2019 roku poprawić wersję cyfrową „Life in the UK”. Natomiast fragmenty książki (aktualizowanej co roku) mają zostać zmienione podczas kolejnego wydruku, tj. wiosną 2019 roku. W sprawie tekstu źródłowego firmowanego przez Home Office, z którego pochodzi informacja o prześladowaniach wobec Żydów, zwróciliśmy się o pomoc do Ambasadora RP w Wielkiej Brytanii.

37. rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Pamiętamy

Dzisiaj mija 37 lat od wprowadzenia stanu wojennego. 13 grudnia 1981 roku oddziały ZOMO rozpoczęły aresztowania działaczy opozycyjnych. Ogółem w trakcie stanu wojennego internowano ok. 10 tysięcy działaczy „Solidarności”. W operacji przeprowadzonej w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. wzięło udział ponad 30 tys. funkcjonariuszy MSW, 70 tys. żołnierzy, a na ulicach miast znalazło się 1750 czołgów i 1400 pojazdów opancerzonych. O godz. 6 Polskie Radio i Telewizja Polska nadały przemówienie gen. Wojciecha Jaruzelskiego, który informację o stanie wojennym podał do publicznej wiadomości.

Historycy wciąż nie ustalili dokładnej liczby ofiar wydarzeń zapoczątkowanych 13 grudnia 1981 roku. Nie licząc osób, które zginęły w wyniku bezpośrednich akcji ZOMO i wojska, odcięcia telefonów czy zablokowania transportu, ocenia się, że ofiar stanu wojennego mogło być nawet kilkaset. Według Komisji Nadzwyczajnej do Zbadania Działalności Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, spośród 122 niewyjaśnionych przypadków zgonów działaczy opozycyjnych, aż 88 miało bezpośredni związek z działalnością funkcjonariuszy MSW. Komisja ustaliła też ok. 100 nazwisk funkcjonariuszy MSW podejrzanych o popełnienie przestępstw, z których żaden nie został pociągnięty do odpowiedzialności. W latach 1981-1982 represje władz komunistycznych polegały również na utworzeniu obozów dla internowanych, w których przetrzymywano 9736 osób, nad którymi niejednokrotnie znęcano się psychicznie i fizycznie. Ponadto pamiętać musimy o tysiącach Polaków szykanowanych, prześladowanych, wyrzucanych z pracy, a także zmuszanych do emigracji – ostateczny rozmiar tej tragedii narodowej nigdy nie zostanie w pełni określony.

Wśród ofiar stanu wojennego znanych z nazwiska znaleźli się m.in. tak młodzi ludzie, jak Grzegorz Przemyk (19 l.), zmarły 12 maja 1983 r. w wyniku pobicia przez funkcjonariuszy MO, Emil Barchański, uczeń, (17 l.), który zaginął 16 czerwca 1982 r., Wojciech Cielecki (19 l.), zastrzelony przez żołnierza LWP 2 kwietnia 1982 r. w Białej Podlaskiej, czy Joanna Lenartowicz (19 l.), zmarła 5 maja 1982 r. w wyniku pobicia w czasie rozpędzania demonstracji 3 maja 1982 r. w Warszawie.

Obejmijmy wszystkie ofiary stanu wojennego pamięcią i modlitwą.

Kolejna rozprawa przeciwko Hansowi Gielenowi

Dzisiaj w Sądzie Okręgowym w Gdańsku odbyła się kolejna rozprawa przeciwko Hansowi Gielenowi. Podczas tej rozprawy wysłuchane zostały obie strony procesu: Natalia Nitek i Hans Gielen.

Hans Gielen stawił się po raz pierwszy przed sądem w tej sprawie. Wcześniej były odczytywane jego zeznania złożone w prokuraturze. Pełnomocnik Gielena wniósł o wyłączenie jawności, co jednak sąd oddalił. Podczas rozprawy Natalia Nitek po raz kolejny cytowała słowa Gielena, który według jej zeznań mówił, iż „najlepszymi perfumami dla Polaków jest Cyklon B”. Według Nitek Gielen powiedział, że „najbardziej uradował się z katastrofy smoleńskiej, bo uważa że Polska ma być słaba, ma być mało wymagającym rynkiem, zagłębiem siły roboczej”. Zeznania Natalii Nitek dowodziły, że Gielen traktował szyderczo znak Polski Walczącej, a powstańców warszawskich nazywał bandytami. Na pytania o to, dlaczego nazywał siebie hitlerowcem, Gielen odpowiedział, że „był w stanie wzburzenia”.

Następna rozprawa została zaplanowana na 29 stycznia 2019 r. o godz. 13:30.

Przypominamy, że Natalia Nitek domaga się przeproszenia listem poleconym za naruszenie jej dóbr osobistych, w tym stosowanie wobec niej hitlerowskiej mowy nienawiści. Dodatkowo powód ma przesłać ten list również do wszystkich pracowników, którzy byli świadkami tych zdarzeń. Poza tym Natalia Nitek domaga się 150.000 zł tytułem zadośćuczynienia przeznaczone na Muzeum Piaśnickie w Wejherowie.

Reduta Dobrego Imienia mając status interwenienta ubocznego wspomaga ten proces – zarówno od strony finansowej jak i prawnej.

Ostatnia rozprawa przeciwko Hansowi Gilenowi

Jutro w Sądzie Okręgowym w Gdańsku, przy ul. Nowe Ogrody, o godz. 9.00, w sali 117 odbędzie się ostatnia rozprawa, w sprawie przeciwko Hansowi Gilenowi. Podczas tej rozprawy mają być wysłuchane strony – Natalia Nitek i Hans Gilen, co kończy ten proces sądowy na etapie I instancji.

Przypominamy – Natalia Nitek domaga się przeproszenia listem poleconym za naruszenie jej dóbr osobistych, w tym stosowanie wobec niej hitlerowskiej mowy nienawiści. Dodatkowo powód ma przesłać ten list również do wszystkich pracowników, którzy byli świadkami tych zdarzeń. Poza tym Natalia Nitek domaga się 150.000 zł tytułem zadośćuczynienia przeznaczone na Muzeum Piaśnickie w Wejherowie.

Reduta Dobrego Imienia mając status interwenienta ubocznego wspomaga ten proces  – zarówno od strony finansowej jak i prawnej.

Reduta wspiera rekonstruktora z Marszu Niepodległości przeciwko Süddeutche Zeitung

Informujemy, że Reduta Dobrego Imienia wsparła Pana Jacka Perłowskiego, w jego walce o usunięcie jego wizerunku ilustrującego tekst niemieckiej gazety Süddeutche Zeitung pt. „Kilku bandytów”, w którym opisywany był tegoroczny Marsz Niepodległości.

11 listopada 2018 roku Pan Jacek Perłowski brał udział w Marszu Niepodległości w Warszawie, jako członek grupy rekonstrukcyjnej ze Stowarzyszenia Historycznego Polonia Restituta. Członkowie grupy byli ubrani w historyczne mundury polskiej armii walczącej w czasie II wojny światowej z nazistowskimi Niemcami. Dzień później tj. w dniu 12 listopada 2018 r. redakcja Süddeutche Zeitung opublikowała artykuł pt. „Ein paar banditen”, dostępny na stronie https://www.sueddeutsche.de/politik/polen-ein-paar-banditen-1.4207347?fbclid=IwAR1Ib_onNwXJ2fQL4Rd0FHuEvqH7ShpEEJCoUs0gDFphcubWJHQgLheqtiU, do którego ilustracją było zdjęcie Jacka Perłowskiego. Zdjęcie to oburzyło wiele osób, w tym członków Stowarzyszenia. Wskazuje ono bowiem, że Jacek Perłowski jest uznawany przez Niemców za jednego z „kilku bandytów”. W wezwaniu skierowany do Süddeutsche-Zeitung, pełnomocnik Perłowskiego, adwokat dr Monika Brzozowska-Pasieka napisała: Mój Mocodawca nie jest ani nacjonalistą, ani bandytą – jest patriotą. W jego rodzinie wiele osób brało udział np. w Powstaniu Warszawskim czy w walkach Armii Krajowej walcząc przeciwko Niemcom okupującym Polskę podczas II wojny światowej i mordującym polskich obywateli (w tym tych najbardziej bezbronnych) w łapankach, na ulicach czy w niemieckich obozach koncentracyjnych.
Dlatego nie do przyjęcia jest dla niego sugerowanie przez niemiecki portal, że jest bandytą i ma cokolwiek wspólnego z nacjonalizmem czy grupami neo-faszystowskimi (….). Tym bardziej jest to bolesne nie tylko dla mojego Mocodawcy, ale całej polskiej społeczności, że określenie „polscy bandyci” było używane przez Niemców okupujących Polskę podczas II wojny światowej dla określenia żołnierzy polskich walczących w konspiracji przeciwko ludobójczemu systemowi niemieckiego nazizmu.

W związku z powyższym, Pan Jacek Perłowski domaga się zaprzestania naruszania dóbr osobistych i natychmiastowego usunięcia jego fotografii z artykułu pt. „Ein paar banditen” dostępnego na stronie, przeproszenia go i umieszczenia przeprosin na stronie internetowej www.sueddeutsche.de/politik w formie oświadczenia następującej treści: W związku z opublikowaniem w ostatnim czasie na stronie internetowej tekstu o polskich bandytach i opatrzeniem tego tekstu wizerunkiem pana Jacka Perłowskiego, Redakcja przeprasza pana Jacka Perłowskiego za naruszenie jego prawa do wizerunku i dóbr osobistych (dobrego imienia). – w terminie 3 dni od dnia otrzymania pisma. Dodatkowo Jacek Perłowski domaga się zapłaty zadośćuczynienia w kwocie 100.000 zł z tytułu naruszenia prawa do wizerunku, płatnych w terminie 3 dni od dnia otrzymania doręczonego pisma.