Niemiecka prasa tubą propagandową niemieckich elit politycznych – udowodnione naukowo

Lipiec 27, 2017

W prasie niemieckiej głównego nurtu nie ma praktycznie dnia bez negatywnych doniesień na temat Polski. Od 2015 r. Frankfurter Allgemeine Zeitung, Spiegel, die Welt informują obywateli Niemiec o końcu demokracji w Polsce i dyktaturze Prawa i Sprawiedliwości.

Reduta Dobrego Imienia dotarła do raportu Fundacji Otto Brenner Stiftung pt. „Kryzys uchodźczy w mediach”, w którym znajdziemy dokładną analizę prasy niemieckiej w kontekście przyjęcia tzw. uchodźców. W przekazach medialnych w Niemczech w tych latach dominowały zwroty o entuzjastycznym witaniu przybyszów z Bliskiego Wschodu i Afryki. Wielu artykułom towarzyszyły poruszające obrazki i komentarze.

Analiza Fundacji rzuca nowe światło na działania mediów niemieckich, co jest niezwykle istotne także w kontekście doniesień na temat bieżącej sytuacji w Polsce.

Badanie obejmuje publikacje ukazujące się od lutego 2015 do marca 2016 r. Na ponad 170 stronach zespół pod kierunkiem, Michaela Hallera, dyrektora Europejskiego Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji przeanalizował szczegółowo około 1600 artykułów prasowych drukowanych w prasie codziennej Frankfurter Allgemeine Zeitung, Süddeutsche Zeitung, Welt i Bild, jak i portalach internetowych (Spiegel online. Focus online, Tagesthemen.de) oraz 85 gazetach lokalnych.

Wnioski zawarte w raporcie nie pozostawiają złudzeń – dziennikarze z roli bezstronnego obserwatora stali się politycznym graczem, tubą propagandową politycznej elity. Reporterzy sprzeniewierzając się swej misji przejęli entuzjastyczną, bezkrytyczną narrację dotyczącą kryzysu uchodźczego, jaką narzucili im politycy. Niewygodne dla władzy zdarzenia były eliminowane z przekazu, w artykułach mało jest informacji o troskach, niepokojach i obawach zwyczajnych ludzi. Jeśli jednak już się znalazły, to potraktowane w mentorskim, protekcjonalnym tonie. Tak więc przekaz na temat uchodźców miał wymiar jednostronny. Czytelnik na podstawie relacji medialnych mógł odnieść wrażenie, że wśród migrantów znajdują się stateczni ojcowie ze swoimi żonami i dziećmi, którzy są błogosławieństwem dla niemieckiej gospodarki i wzbogaceniem społeczeństwa.

Na łamach magazynu Cicero wyniki badań podsumował filozof i publicysta Alexander Grau: „kto sprzeciwił się kolektywnej euforii, kto wskazał na to, że wśród przybyłych do Niemiec przeważają słabo wykształceni młodzi ludzie, którzy w świetle genewskiej konwencji o uchodźcach nie są uchodźcami, lecz migrantami ekonomicznymi, których profil czyni przynajmniej problematycznym integrację w zachodnich, liberalnych społeczeństwach może być problematyczny, został zaszufladkowany jako populista, rasista i prawicowy outsider.”

Począwszy od roku 2012 narracja „kultury otwartości” propagowana w prasie niemieckiej, opiera się na perswazyjnej sile, w świetle której jakikolwiek sprzeciw wobec „otwartości” jest niestosowny, nie na miejscu. Badacze wskazali na zjawisko określane w naukach społecznych jako spirala milczenia, które dotknęło społeczeństwo niemieckie w trakcie trwającego kryzysu uchodźczego. Polega ono na wyłączaniu z obiegu opinii, które różnią się od dominującej w danej chwili. Ci którzy myślą inaczej, skazani są na milczenie i frustrację.

W dobie mediów elektronicznych ten brak alternatywy do wyrażania swojego zdania w oficjalnej debacie spowodował, że stłumione głosy krytyczne, nie zniknęły. Przeciwnie, pojawiły się w zniekształconej formie, z dodatkowym ładunkiem frustracji wyrażonej w mediach społecznościowych w formie m.in. ostrych wpisów i komentarzy. Próba napiętnowania i stłumienia także i tych głosów doprowadziła do jeszcze większego niezadowolenia i eskalacji, a tym samym do mocniejszego wybuchu tłumionej złości. W rezultacie nastąpiła polaryzacja niemieckiego społeczeństwa.

Skutki tego pedagogicznego dziennikarstwa są zastraszające, zarówno dla samego dziennikarstwa jak i dla społeczeństwa jako całości. Poważna część obywateli niemieckich wierzy, że dziennikarze są otwarcie zmuszani do zmanipulowanych relacji zgodnych z systemem.

Ponadto, jak czytamy w opracowaniu, duża część społeczeństwa nabrała przekonania, że dziennikarze w jawny sposób są zmuszani do konformistycznego i zmanipulowanego typu prezentacji aktualnych wydarzeń. W reprezentatywnym badaniu przeprowadzonym przez Uniwersytet w Moguncji aż 55% respondentów dopuściło możliwość, że społeczeństwo w Niemczech jest systematycznie okłamywane. Natomiast 26% społeczeństwa niemieckiego była o tym fakcie całkowicie przekonana. Znaczna część mieszkańców Niemiec pod koniec 2016 roku była przekonana, że to rząd ustala i decyduje, o czym media dyskutują, a o czym nie.

Autorzy raportu w końcowych słowach przytaczają słowa prezesa Federalnego Związku Wydawców Prasowych, Mathias’a Döpfnera z 2017 r. dla DPA: „Zauważamy rosnąca przepaść pomiędzy elitami politycznymi a mediami po jednej stronie a tak zwanym normalnym społeczeństwem po drugiej. Jest to poważna sprawa. Dobry dziennikarz rozmawia z każdym, także z podejrzanymi figurami, w razie konieczności także z przestępcami i dyktatorami, jednakże trzyma zawsze, nawet w stosunku do idealistów i reformatorów, konieczny dystans. I ten dystans w wielu wypadkach stał się coraz mniejszy. Niektórzy dziennikarze postrzegają się tymczasem jako doradcy polityczni i uprawiają dziennikarstwo, które zorientowane jest na nielicznych wtajemniczonych, z którymi porozumiewają się zakodowanym językiem. Właściwym odbiorcą nie jest już normalny, inteligentny, otwarty aczkolwiek tylko częściowo poinformowany czytelnik, lecz koledzy po fachu, politycy, artyści, przemysłowcy.”

Ciekawe, czy i kiedy doczekamy się podobnego badania dokumentującego manipulację w odniesieniu do zmian zachodzących w Polsce po 2015 roku.

Tymczasem warto mieć nadzieję, że społeczeństwo niemieckie, które tak dotkliwie zawiodło się na dziennikarzach przy okazji jednego z poważniejszych kryzysów społecznych ostatnich lat, zachowa dystans w stosunku do trwającej systematycznej kampanii dyskredytującej nasz kraj. Ostatecznie kłamstwo to broń obosieczna, która obraca się przeciwko temu, kto się nim posługuje. Szeroki odzew opublikowanego raportu potwierdza, że do świadomości niemieckiej opinii publicznej dotarł fakt, że sami Niemcy w swym własnym interesie nie mogą tolerować takiej degeneracji zawodu dziennikarza wśród mediów głównego nurtu, jaki ma miejsce obecnie za Odrą.

Raport w języku niemieckim dostępny jest tu:
https://www.otto-brenner-stiftung.de/otto-brenner-stiftung/aktuelles/die-fluchtlingskrise-in-den-medien.html

Sprawa Onet.pl – zeznawali redaktor naczelny i fotoedytor

Lipiec 25, 2017

Za nami kolejna rozprawa przeciwko Onet.pl, który jako ilustrację tekstu o romansach Polek z Niemcami i prostytucji podczas okupacji, opublikował zdjęcie przedstawiające kobiety prowadzone na egzekucję w Palmirach. 

W trakcie poniedziałkowej rozprawy zeznawali przedstawiciele onetu: Paweł Jurek – redaktor naczelny onet.pl, dyrektor grupy onet odpowiadający za zarządzanie biznesowe i produktowe oraz Paulina Czarnecka, fotoedytor.

Paweł Jurek podkreślił, że zdjęcie było dostępne przy artykule na stronie głównej tylko przez kilka godzin, później fotografia została trwale usunięta. Co więcej z jego zeznań wynika, że artykuł ze zdjęciem z Palmir trafił jedynie do ok. 20 proc. użytkowników, którzy go otworzyli. Pozostałe 80 proc. otworzyło ten tekst z innym, alternatywnym zdjęciem. Tekst bez fotografii jest nadal dostępny w serwisie.

Świadek wyjaśnił, że do artykułów umieszczanych na stronie głównej wybierane są zdjęcia, które wzmocnią zainteresowanie czytelnika. To fotoedytor wybiera zdjęcia z banku zdjęć i tylko on ma dostęp do opisu fotografii. Czasem sytuacja jest pilna, w tym przypadku jednak nie było pośpiechu. Artykuł był opublikowany kilka dni wcześniej bez wspomnianego zdjęcia.

Ostatecznie artykuł na stronę główną akceptuje wydawca.

Jego zdaniem dodanie zdjęcia do artykułu było przykrą pomyłką fotoedytora, za którą onet przeprosił w specjalnym oświadczeniu przesyłając je także do Reduty Dobrego Imienia. Przeprosiny, w przeciwieństwie do szkalującego artykułu, nie zostały jednak umieszczone na stronie głównej.

Dodał także, że po zaistnieniu całej sytuacji fotoedytor został odsunięty na miesiąc od pracy przy fotoedycji. Pani Czarnecka pojechała także do Palmir aby złożyć kwiaty przed pomnikiem i zrobić zdjęcia do materiału, który pojawił się na stronie głównej, opisującego tragedię w Palmirach.

Paulina Czarnecka, pracowała w Onecie od 1,5 miesiąca. Wcześniej przez kilka lat zajmowała się fotoedycją, miała więc duże doświadczenie zawodowe. Jej zeznania na wniosek pełnomocnika onetu zostały przez sąd utajnione.

Następna rozprawa odbędzie się 7 grudnia o godz. 9.00. Przesłuchana zostanie Magdalena Kołodziej – wydawca strony głównej.

Pozew z inicjatywy Reduty Dobrego Imienia złożył Krystian Brodacki, którego matka ś.p. Maria Brodacka była przed rozstrzelaniem w Palmirach, prowadzona na egzekucję w taki sposób w jaki uwiecznia to fotografia. Za znieważenie matki żąda przeprosin oraz 150.000 zł tytułem zadośćuczynienia.

Sprawę prowadzi kancelaria Pasieka, Derlikowski, Brzozowska i Partnerzy. Reduta Dobrego Imienia aktywnie uczestniczy w procesie.

Dwa nowe pozwy w obronie prawdy historycznej!

Lipiec 21, 2017

Z inicjatywy Reduty Dobrego Imienia w minionym tygodniu złożone zostały dwa pozwy. Związek Zawodowy Maszynistów Kolejowych oraz Zbigniew Nowiński, skierowali do Sądu Okręgowego w Warszawie pozew cywilny przeciwko BBC zaś Bogdan Bartnikowski złożył pozew przeciwko francuskiemu dziennikowi Le Parisien.

W styczniu br. na stronie internetowej BBC, pojawił się artykuł „Beware hate speech”, says Auschwitz Holocaust survivor” autorstwa Allana Little, w którym padają słowa „Holocaust nie był jedynie niemieckim przedsięwzięciem. Wymagał aktywnej kolaboracji ze strony norweskich urzędników, francuskiej policji, polskich maszynistów i ukraińskich bojówek paramilitarnych”. Po interwencji tekst został zmieniony.

– Oskarżanie polskich maszynistów o współudział w Holokauście jest nieporozumieniem. Polacy jako naród nigdy nie współpracowali z okupantami. W warunkach wojennych zdarzają się sytuacje graniczne. Jesteśmy przekonani, że maszyniści którzy prowadzili pociągi do obozów koncentracyjnych nie robili tego z własnej woli. Trzeba pamiętać, że przymus lub zagrożenie życia nie jest kolaboracją – mówi Urszula Wójcik, rzecznik prasowy Reduty Dobrego Imienia.

Związek Zawodowy Maszynistów Kolejowych oraz Zbigniew Nowiński skierowali do Sądu Okręgowego w Warszawie pozew cywilny przeciwko BBC o naruszenie dóbr osobistych.

Polacy żądają przeprosin na stronie internetowej BBC oraz wpłaty 30 000 PLN na rzecz Stowarzyszenia Dzieci Ofiar Obozów Hitlerowskich.

Z kolei druga sprawa została wykryta jakiś czas temu. W lutym 2015 roku, z okazji 70. rocznicy wyzwolenia obozu francuski dziennik Le Parisien opublikował artykuł, w którym użył sformułowania „camp nazi polonais”. Przeciwko temu zwrotowi zaprotestował Bogdan Bartnikowski, który był więziony w obozie. Powód skierował sprawę do Sądu Okręgowego w Warszawie o naruszenie dóbr osobistych żądając usunięcia oszczerczego sformułowania i przeprosin.

Bogdan Bartnikowski urodził się 24 stycznia 1932 roku w Warszawie. Jest Polakiem, byłym wojskowym, znanym poetą i pisarzem. Jako dziecko walczył w Powstaniu Warszawskim. Był łącznikiem oddziałów powstańczych. W sierpniu 1944 roku trafił wraz z matką do obozu przejściowego w Pruszkowie pod Warszawą. Następnie razem zostali wywiezieni do niemieckiego obozu Auschwitz-Birkenau. Tam otrzymał numer 192 731. Początkowo przebywał w bloku dziecięcym obozu kobiecego, z czasem przeniesiony został do części przeznaczonej dla mężczyzn. Więziony był do stycznia 1945 roku. Później trafił do obozu Berlin-Blankenburg pod Berlinem. Od lat jest stale zaangażowany w działalność związaną z upamiętnianiem niemieckich zbrodni w Auschwitz.

Obie sprawy prowadzi mec. Artur Wdowczyk z Kancelarii Adwokackiej A\Wdowczyk.

– Roszczenia zawarte w pozwach są ewidentnie zasadne. Podawanie nieprawdziwych informacji na temat Holocaustu jest bardzo szkodliwe, nadto narusza dobra osobiste wielu osób i społeczności, które są stawiane w roli oprawców, co jest niezgodne z rzeczywistymi wydarzeniami. Droga sądowa jest obecnie najskuteczniejszą metodą obrony dobrego imienia Polaków, wobec nierzetelnych mediów – komentuje mec. Artur Wdowczyk.

To kolejna sprawa przeciwko mediom zagranicznym zainicjowana przez Redutę Dobrego Imienia. W maju br. złożony został pozew cywilny przeciwko hiszpańskiemu dziennikowi El Pais.

W poniedziałek kolejna rozprawa przeciwko Onet.pl

Lipiec 20, 2017

W Sądzie Okręgowym w Krakowie odbędzie się kolejna rozprawa przeciwko Onet.pl. 24 lipca zeznawać będzie fotoedytor i redaktor naczelny onet.pl.

W kwietniu br. zeznania złożył szef Działu Prawnego grupy Onet Ringier Axel Springer Polska, który podkreślił, że fotoedytor odpowiedzialny za dobór zdjęcia do artykułu nie przeczytał go, a autor tekstu nie widział zdjęcia które wybrał fotoedytor. Nad całością czuwał wydawca – redaktor naczelny.

Przypominamy, że sprawa dotyczy zdjęcia opublikowanego 15 marca 2016 r. na portalu onet.pl. przedstawiającego kobiety prowadzone na egzekucję w Palmirach, w tym matkę Pana Krystiana Brodackiego. Ilustrowało ono tekst o romansach Polek z Niemcami i prostytucji podczas okupacji.

Będziemy aktywnie uczestniczyć w procesie, tradycyjnie zachęcamy do śledzenia przebiegu rozprawy na Twitterze: @DobreImiePolski

W rocznicę rzezi wołyńskiej – nowy numer Magazynu „Reduta Online”

Lipiec 11, 2017

11 lipca obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na obywatelach II RP. W 1944 r. Ukraińcy zaatakowali i wymordowali ludność z blisko 100 polskich miejscowości. Na terenie Wołynia i Galicji Wschodniej w okrutny sposób pozbawili życia ponad 100 tys. Polaków. Pamiętajmy szczególnie dziś o tych tragicznych wydarzeniach.

W nowym numerze magazynu „Reduta Online” znajduje się kilka ciekawych artykułów dotykających m.in. tematu rzezi wołyńskiej.  Szczególne miejsce zajmuje artykuł na temat poety i żołnierza, Zygmunta Jana Rumla, który został zamordowany na Wołyniu. Zachęcamy również do przeczytania wołyńskiej opowieści Zdzisława Koguciuka, krewnego pomordowanych przez UPA na Wołyniu, zasłużonego działacza społecznego, walczącego od lat o godne upamiętnienie ofiar banderowskiego ludobójstwa. Pan Koguciuk za swoją działalność został objęty zakazem wjazdu na Ukrainę.

W lipcu pamiętać również należy o ofiarach Obławy Augustowskiej z 1945 r., dlatego polecamy także tekst Danuty i Zbigniewa Kaszlejów, z Klubu Historycznego im. Armii Krajowej w Augustowie, pt. „Co wiemy i czego nie wiemy o Obławie Augustowskiej z lipca 1945r.”.

Magazyn dostępny jest pod tym adresem: http://www.anti-defamation.org/redutanews/

Wydawnictwo Ernst Klett przygotowało lekcję dla uczniów o wadliwych sformułowaniach historycznych

Lipiec 4, 2017

Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią wydawnictwo Ernst Klett, które użyło w podręczniku do historii „Geschichte und Geschehen” sformułowania „polski obóz”, przygotowało lekcję dla uczniów pt. „Jak postępować z wątpliwymi merytorycznie/kontrowersyjnymi sformułowaniami dotyczącymi tematu Holokaustu.”. To przykład odpowiedzialnego i dobrego działania. Mamy nadzieję, że nauczyciele przeprowadzą taką lekcję w niejednej szkole.

Całość w języku niemieckim można przeczytać na stronie wydawnictwa: https://www.klett.de/produkt/isbn/978-3-12-430017-1

Naukowiec komentuje oświadczenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów / ciąg dalszy sprawy Jana Grabowskiego

Czerwiec 27, 2017

Po publikacji stanowiska naukowców polskich wobec działalności Jana Grabowskiego, w mediach międzynarodowych pojawiły się kolejne komentarze. Już wcześniej informowaliśmy, że w obronie Jana Grabowskiego stanęli: Centrum Badań nad Zagładą Żydów w Warszawie i Gazeta Wyborcza. Także instytut Yad Vashem wystosował do Uniwersytetu w Ottawie list popierający z podpisami 180 humanistów, a media zachodnie w opisywaniu całej sytuacji posłużyły się depeszą Associated Press zredagowaną przez Vanessę Gerę, współpracującą m.in. z Times of Israel.

W związku z tym, ponieważ kierujemy naszą korespondencję do zagranicznego odbiorcy, uzupełniliśmy stanowisko m.in. o wypowiedzi Jana Grabowskiego. Dołączyliśmy także list napisany przez jednego z naszych profesorów, sygnatariusza oświadczenia naukowców RDI, do Centrum Badań nad Zagładą Żydów. Profesor i inżynier odpowiada na zarzuty i komentuje oświadczenie badaczy Holokaustu z Instytutu Filozofii i Socjologii.

Oba dokumenty publikujemy poniżej, także w języku angielskim. Podobnie jak poprzednio, wysłaliśmy je do mediów zagranicznych i agencji prasowych oraz do ośrodków akademickich współpracujących z Janem Grabowskim.

Stanowisko RDI, w obronie polskich naukowców PL Stanowisko RDI, w obronie polskich naukowców EN

Naukowiec do Centrum Badań nad Zagładą Żydów PL Naukowiec do Centrum Badań nad Zagładą Żydów EN

W obronie polskich naukowców

Czerwiec 20, 2017

Po publikacji oświadczenia naukowców w sprawie działalności Jana Grabowskiego pojawiło się kilka ciekawych komentarzy. Naszą uwagę zwróciła odpowiedź Centrum Badań nad Zagładą Żydów: TUTAJ oraz komentarz Rafała Zakrzewskiego w Gazecie Wyborczej, który można przeczytać w pełnej wersji TUTAJ. O stanowisku napisała też prasa zagraniczna, m.in. Times Of Israel: TUTAJ

W związku z powyższymi tekstami przygotowaliśmy odpowiedź, którą przesłaliśmy do Gazety Wyborczej oraz Centrum Badań nad Zagładą Żydów.

W obronie polskich naukowców

Celem listu nie była debata na temat badań Jana Grabowskiego. W odróżnieniu od Jana Tomasza Grossa czy Barbary Engelking wykładowca Uniwersytetu w Ottawie jest historykiem, dysponującym stosownym warsztatem i bogatym dorobkiem naukowym. Nie było zamiarem autorów listu naukowców podważanie ani jego badań, ani dorobku. Intencją listu był apel w sprawie tego, co Jan Grabowski w swojej działalności publicystycznej, nie naukowej, z tymi wynikami badań robi. Oto na łamach gazet i pism takich jak El Pais, The Washington Post, Haaretz, Times of Israel zaprzęga swój autorytet badacza, aby wspierać narrację nie tylko nieprzyjazną Polsce, ale przede wszystkim głęboko krzywdzącą i niesprawiedliwą.

Głównym jej filarem, tak intensywnie eksponowanym w liberalno-lewicowych mediach, jest ukazanie Polaków jako osobników kierujących się instynktami, prymitywów, dyszących nienawiścią do swoich żydowskich sąsiadów. I tylko ten prymitywizm, zdziczenie był ograniczeniem przed popełnieniem zbrodni większych od tych, jakich dokonali dobrze zorganizowani, poukładani „Naziści”, po prostu zainfekowani wirusem obłąkańczej ideologii.

Reduta Dobrego Imienia na podstawie prowadzonych działań dokumentacyjnych posiada szeroką egzemplifikację tak prowadzonej narracji na temat Holocaustu.

Forsuje ten mit nie tylko J.T. Gross, którego wiarygodność jako badacza została podważona przez historyków polskich i zagranicznych, ale także sygnatariuszka listu w obronie J. Grabowskiego, prof. Barbara Engelking, która swój stosunek wobec Polaków wyraziła w rasistowskiej wypowiedzi, „śmierć(…) dla Polaków to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna – śmierć jak śmierć, a dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z najwyższym, czy nie wiem, w jaki sposób oni przeżywali tą śmierć”.

Ta narracja, której osią jest oczywisty antypolonizm, jest obecnie niepisanym, obowiązującym kanonem, modnym salonowym „abc” dyskusji o Holocauście. Z trudem przebija się odmienna, nudna, znana i udokumentowana, mniej spektakularna wizja historii. Przykłady? Słabe „Pokłosie” jest szeroko znane, tymczasem nie gorszy film „Azyl”, z gwiazdorską obsadą, niekoniecznie. Dowodem jest choćby blokada emisji filmu „Azyl” we Francji i Niemczech – jego przesłanie nie pasuje do obrazu zezwierzęconego Polaka, który czyha na życie i majątek swego żydowskiego sąsiada.

Rozwinięciem tej interpretacji jest forsowanie wizerunku dzisiejszych patriotów jako prymitywów, ksenofobów i antysemitów, którzy niczym swego czasu na Żydów dziś czyhają na „uchodźców”.

List naukowców, przedstawicieli nauk humanistycznych i ścisłych, filozofów, etyków, fizyków i medyków, nie miał na celu podważania metodologii badań nad Holocaustem. Mało tego, dobrze się stało, że wśród nich nie znaleźli się badacze holocaustu – nie było celem antagonizowanie środowiska „badaczy zagłady Żydów”, wchodzenie w meandry warsztatowe, gdyż w ten sposób ucieklibyśmy od głównego problemu, jakim jest działalność J. Grabowskiego, działalność pozanaukowa, która polega na angażowaniu autorytetu polskiego naukowca do publicystycznych krucjat, których celem jest zepchnięcie Polaków do narożnika, postawienie na równi z kolaborantami i sprawcami z Francji, Włoch, Niemiec obarczenie ich winą za Holocaust.

Dochowanie standardów popularyzacji wyników badań i odpowiedzialność za ich interpretację obowiązują każdego  naukowca niezależnie od dziedziny, jaką reprezentuje; jest to część etosu zawodowego, której  podstawą jest dążenie do prawdy motywowane względami przekraczającymi bieżącą koniunkturę, osobiste kalkulacje, społeczne nastroje i naciski.

W liście przytoczono parę historycznych faktów, o których nie dowie się raczej czytelnik El Pais, The Washington Post, Haaretz czy Times of Israel. Możemy powiedzieć śmiało – uważamy, że polski profesor fizyki jądrowej ma większą orientację w polskiej historii niż makler w Ottawie, czytający podczas lunchu wynurzenia Grabowskiego. I jako przedstawiciel elity ma moralny obowiązek zareagować, kiedy atakowana jest wspólnota, której jest członkiem i której elitę intelektualną reprezentuje.

Gazeta Wyborcza, która wzięła w obronę Jana Grabowskiego, należy do nurtu, który chętnie przeciwstawia „prymitywnych, łysych narodowców”, „mentalne podkarpacie”, i „słuchaczy toruńskiej rozgłośni” subtelnym myślicielom, światłym naukowcom, wrażliwym artystom i medialnym światowcom. List RDI pokazał, że rzeczywistość nie jest tak czarno-biała jak chciałby tego dziennik z Czerskiej.

Redaktorowi Zakrzewskiemu list naukowców przypomina akcje organizowane przez PZPR. W okresie PRL trzeba było mieć odwagę przeciwstawić się dominującej władzy, dziś trzeba mieć nie mniejszą odwagę przeciwstawić się dominującej narracji, wspieranej przez wielkie ośrodki medialne i finansowe. Naukowcy, którzy podpisali się pod listem RDI taką odwagą się wykazali.

Tezy o własnej winie, nieoczywistej prawdzie, dobrze się sprzedają. W epoce tzw. postprawdy są modne i pożądane. Ich dystrybutorzy w publicystyce, kulturze, a nawet nauce, z łatwością znajdują wsparcie patronów z krajów mających na sumieniu rzeczywistą (nie metafizyczną) winę za Holocaust, pragnących rozmyć odpowiedzialność, zatrzeć różnicę między katem i ofiarą, zamydlić obraz przeszłości.

Niezgoda na takie postawienie sprawy nie jest w żadnym wypadku niezgodą na rozliczenie się ze swoją przeszłością czy wypieraniem swoich win.

Okazuje się, że w kontrze do działalności J. Grabowskiego, podkreślmy: działalności, wypowiedzieli się przedstawiciele polskiej elity, ludzie którym po prostu bliskie są ideały nie tylko patriotyczne, ale i kanony zawodowej i ludzkiej przyzwoitości.

 

Reduta Dobrego Imienia – Polska Liga przeciw Zniesławieniom

Niemiecki podręcznik do historii przeznaczony na makulaturę!

Czerwiec 19, 2017

Podręcznik „Geschichte und Geschehen Oberstufe Klasse 11” został wycofany z dystrybucji, a jego ostatnie egzemplarze zostaną oddane na makulaturę. Wszystko z powodu sformułowania „polski obóz”. Reduta Dobrego Imienia otrzymała odpowiedź od niemieckiego wydawnictwa Ernst Klett.

Szkoły w Bawarii, które używają podręcznika „Geschichte und Geschehen Oberstufe Klasse 11” otrzymały propozycję wymianę strony zawierającej sformułowanie „polski obóz”. Pozostałe podręczniki znajdujące się w dystrybucji zostaną wycofane ze sprzedaży i przeznaczone na makulaturę. W swojej korespondencji Tilo Knoche, prezes wydawnictwa Ernst Klett zapewnia także, że jest w stałym kontakcie z ministerstwem kultury Bawarii odnośnie procedury zatwierdzenia zmian w podręczniku.

W związku z zaistniałą sytuacją, za którą wydawcy przepraszają, przygotowana została także dodatkowa lekcja do pobrania dla szkół. Poddaje ona krytycznej refleksji mylne sformułowanie „polski obóz” i wzywa uczniów do aktywnego zmierzenia się z problematycznymi, historycznie i rzeczowo fałszywym pojęciami.

– Podjęliśmy interwencję po tym jak Polak, ojciec nastoletniego chłopca przygotowującego się do matury zaalarmował społeczeństwo na Twitterze. Wezwaliśmy wydawnictwo do natychmiastowego wstrzymania dystrybucji podręcznika, wprowadzenia korekty/erraty do aktualnego wydania podręcznika oraz złożenia wniosku u stosownych władz oświatowych kraju związkowego Bawarii o zatwierdzenie wprowadzonej zmiany oraz przeprowadzenie akcji wymiany podręcznika – mówi Urszula Wójcik, rzecznik prasowy Reduty Dobrego Imienia.

Wyjaśnień domagała się także ambasada polska, zapowiadając jednocześnie kontrolę wszystkich podręczników do historii w Niemczech.